W świecie, który uwielbia wielkie jachty i ogromne pieniądze, on od pół wieku obstaje przy tezie niepopularnej, ale bolesnej w swojej trafności: małe jest bezpieczne, proste jest niezawodne, a wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się nadmiar. To nie poza. To metoda.
Historia szwedzkiego projektanta, konstruktora i żeglarza zaczyna się prosto. Przychodzi na świat 22 kwietnia 1939 roku w Göteborgu w Szwecji jako Sven Lundin. Później postanawia zmienić swoje bardzo powszechne w Szwecji nazwisko na Yrvind. Zmiana nie jest tylko na pokaz – to m.in. wynik narastającej świadomości bycia „innym” w życiu i pracy.
Dorasta na zachodnim wybrzeżu Szwecji, koło Göteborga, więc od małego żyje wiatrem i wodą. Zdarza się, że jako młody chłopak pływa łódką na sąsiednią wyspę po mleko. Tradycje morskie w rodzinnym domu są obecne od zawsze: ojciec jest oficerem na statkach, a dziadek – kapitanem. Ojciec umiera, gdy Sven ma 5 lat. To szybko wbija mu do głowy samowystarczalność i odporność na otoczenie. Od dziecka majsterkuje przy małych łodziach i ciągnie go na morze. Szkołę wspomina jako „bolesną”. Jest dyslektykiem, niespokojnym duchem, któremu trudno wpisać się w ramy szwedzkiego szkolnictwa lat 50. XX wieku.
W wieku 23 lat, w 1962 roku, pierwszy raz wypływa jako sternik własnej łodzi. To 15-stopowa, przerobiona blekingseka– tradycyjna otwartopokładowa łódź z żaglem rozprzowym. To również start jego budowlanej i żeglarskiej filozofii: minimalizm, prostota, pełna kontrola nad jednostką.
LABORATORIUM ŻYCIA
Pierwszy jacht –„Bris”– buduje w latach 1971-1972 w piwnicy u mamy. Wymiary łodzi wynikają z rozmiarów pokoju i… szerokości drzwi: ok. 6 m długości i 1,72 m szerokości. Na tej łódce spędza łącznie cztery lata na Atlantyku. To jego uniwersytet: wyspy, pasaty, samotność. Uczy się skali sprzętu potrzebnego do życia i pływania, a przede wszystkim – siebie.
Kolejny krok to „Bris II”: aluminiowa konstrukcja o długości 5,9 m i 2,4 m szerokości. Budowę zaczyna w roku 1976, a dwa lata później testuje jacht przy wietrze o prędkości 40-50 węzłów w szkierach pod Göteborgiem. Łódź zachowuje się tak, jak zaprojektował: przewidywalnie. Gotowa na Horn– notuje w pamiętnikach. W 1980 roku samotnie, zimą, na niespełna sześciu metrach pokładu mija przylądek Horn „pod wiatr” – ze wschodu na zachód – najmniejszą wówczas jednostką, która tego dokonała. Za ten rejs zostaje nagrodzony medalem przez brytyjski Royal Cruising Club. Zamiast fetowania nagrody i strzelania fajerwerków wraca do stołu kreślarskiego, by w kolejnym projekcie wykorzystać wnioski z długiej podróży.
Po Hornie przychodzą kolejne rejsy, kolejne oceany. Dwukrotnie odbywa półroczne wyprawy w wysokie szerokości geograficzne południowej półkuli. Gdy branża jachtowa nakręca wyścig zbrojeń (autopiloty, generatory, plotery, ekrany) – on, budując kolejne jednostki, zaciska pętlę prostoty.
W 2011 roku, mając 72 lata, wypływa z Kinsale w Irlandii przez Atlantyk na 15-stopowym „Brisie”. Nie dla rekordu, tylko by zweryfikować kolejne projektowe hipotezy. Zbiera dane: co pęka, co działa, co przeszkadza, a co pomaga. Wyniki mają zostać wykorzystane przy następnej konstrukcji.
W latach 2012-2015 publicznie zapowiada projekt „Yrvind Ten”. Ma to być 10-stopowy (ok. 3 m) jacht oceaniczny do samotnej żeglugi non stop dookoła świata. Założenia są bezkompromisowe: minimalna długość, maksymalna dzielność, pełna samowystarczalność. Plan rejsu: ok. 30 tys. mil morskich przy średniej prędkości 2 węzłów – ok. 600 dni na morzu, bez zawijania do portów. Z szacowanego czasu podróży bierze się pomysł zabrania ok. 400 kg suchej żywności (musli + sardynki) i prawie 100 kg książek jako „ładunku psychicznego”. To ma być laboratorium długiego życia w bardzo małej przestrzeni. Projekt ostatecznie staje się jedynie poligonem doświadczalnym, z którego wyrastają późniejsze łodzie.
Od 2018 roku rozwija projekt „Exlex” (zbitek słów z łac. „ex lex” – poza prawem),jednostki „wbrew regułom” klasycznej estetyki. Pudełkowate kadłuby przypominające kapsuły ratunkowe ze statków handlowych, wyposażone w niską nadbudówkę i kopuły obserwacyjne.Sterowanie i większość czynności mają być do wykonania z koi. Ogromny nacisk kładzie na bezpieczeństwo i zdolność do samodzielnego „wstawania” po wywrotce.

Sven Yrvind na łodzi Exlex. Materiały prasowe Viaplay
W roku 2020 widziano go na „Exlexie” na Porto Santo przy portugalskiej Maderze po długim oceanicznym rejsie. W latach 2020-2021 dokumentuje swoją wyprawę i publikuje kolejne odcinki w serwisie YouTube. Do dziś traktuje Internet jak swoisty dziennik pokładowy.
PROSTA FILOZOFIA
To wszystko nie bierze się z fantazji „szalonego Szweda”. Yrvind wierzy, że bezpieczeństwo na oceanie nie wynika z ton stali i kilometrów przewodów do elektroniki, tylko z redukcji potencjalnych punktów awarii, przewidywalnego zachowania kadłuba i rozsądku sternika.
Ze wszystkich jego żeglarskich projektów przebija prosta filozofia. Po pierwsze: prostota – systemów, których nie masz na łodzi, nie musisz naprawiać o trzeciej w nocy. Po drugie: tempo – ocean premiuje konsekwencję i sen we właściwym momencie, a nie dodatkowy węzeł prędkości. Po trzecie: skala – jeśli wiesz, po co płyniesz, sześć metrów długości wystarczy. Tę logikę widać w każdym jego projekcie.
Jest w nim coś z inżyniera-ascety. Wejście do jego warsztatu przypomina zejście do skrzynki z narzędziami: piła, dłuta, ręczna wiertarka, setki szkiców i książek o projektowaniu jachtów. Yrvind buduje swoje łodzie tak, jak inni piszą pamiętniki: sam, może nie za szybko, ale wytrwale, z obsesyjną dbałością o detale.
Jego łódki są niskie, odarte z wszystkiego co zbędne, z małym żaglem i takielunkiem, który obsłuży jedna para rąk po nieprzespanej nocy. Wnętrza projektuje jak kapsuły: ciasno, ale wszystko „pod ręką”. To sprzęt do żeglugi w ryczących czterdziestkach, a nie do grillowania w marinie.

Sven w swoim warsztacie
Jest jeszcze czynnik ludzki. Yrvind bywa uparty, radykalny i bezkompromisowy. W tym uporze jest jednak czystość. Nie musi nikomu udowadniać, że da się przejść ocean w „pudełku po butach”. Po prostu to robi, po swojemu. Potem wraca do stołu kreślarskiego, wyciąga wnioski i rzeźbi kolejną łódź. Hipoteza, test, korekta. I znowu.
I na koniec ten Horn, który staje się pieczęcią wiarygodności. Kiedy facet robi coś takiego na łodzi 5,9 m to naprawdę trudno wzruszyć ramionami.
Dlatego jeśli zadajesz sobie pytanie: czego naprawdę potrzebuję, żeby zrealizować własny żeglarski czy życiowy plan, Yrvind od lat podsuwa najtańszą i najtrudniejszą odpowiedź: mniej, niż myślisz. I więcej ciebie.
W tegorocznym programie 14-go Festiwalu Filmów Żeglarskich JachtFilm znalazł się pełnometrażowy dokument o Svenie Yrvindzie pt. „Filozof morza” (Philosopher of the Sea, Szwecja 2023, reż. AndreasEidhagen).
BIBLIOGRAFIA
- Yrvind.com – oficjalna strona Svena Yrvinda.
- Youtube.com/@SvenYrvindExlex – oficjalny kanał Svena Yrvinda.
- Wikipedia: hasło „Philosopher of the Sea”.
- Yacht.de: „A legend in boatbuilding: Sven Yrvind’svisions for small cruisers”.
- Wikipedia: hasło „Sven Yrvind”.
- Rcc.org.uk – strona RoyalCruising Club.
Powyższy tekst został opublikowany w Magazynie Żeglarstwo, nr 9-10/2025

