Polski jacht Copernicus bierze udział w rejsie legend Volvo Ocean Race.

jacht Copernicus, fot. Robert Hajduk
jacht Copernicus, fot. Robert Hajduk

22 czerwca w  szwedzkim porcie Göteborg obędzie się start do ostatniego etapu 13 edycji wokółziemskich załogowych regat Volvo Ocean Race.

Volvo Ocean Race odbywają się co cztery lata. Pierwsza edycja tego wyścigu, pod nazwą Whitbread Round the World Race odbyła się w latach 1973-74. 8 września 1973 roku, z angielskiego portu Portsmouth wystartowało 17 jachtów reprezentujących 7 krajów. Trasa regat wiodła wokół czterech przylądków i miała etapy w Kapsztadzie, Sydney, Rio de Janeiro z metą w porcie w Anglii. Na starcie regat pojawili się najlepsi żeglarze tamtych czasów m.in. Francuz Eric Tabarly na jachcie Pen Duick VI, Chay Blytch na jachcie Great Britain II, czy żeglujący na brytyjskim jachcie Burton Cutter nowozelandzki żeglarz Peter Blake.

Trasa regat Whitbread Round the World Race 1973-74

Regaty, po przeliczeniu, wygrał meksykański jacht z międzynarodową załogą Sayula II, prowadzony przez nieznanego wówczas w świecie żeglarskim meksykańskiego biznesmena Ramona Carlina. (o tej wyjątkowej załodze i ich udziale w regatach piszę w tekście „Niedzielny żeglarz”).

Wśród gwiazd światowego żeglarstwa, startujących na specjalnie przygotowywanych do takich regat jachtach pojawiły się dwie załogi z Polski. Były to jachty Otago – dowodzony przez kpt. Zdzisława Pieńkawę i Copernicus  – prowadzony przez kpt.  Zygmunta „Zygę” Perlickiego.  Pojawienie się dwóch polskich jachtów zwróciło uwagę organizatorów regat, chociaż załogi te nie były traktowane jako mogący zagrozić brytyjskiej czy francuskiej dominacji na oceanicznych trasach.

Oba jachty opłynęły świat i ukończyły regaty. Przez wszystkie etapy na jachtach płynęła ta sama,  niezmieniana w kolejnych portach załoga. Mimo wielkiego wkładu żeglarzy w jak najlepsze przygotowanie jachtów i prowadzenie żeglugi w trakcie regat przepaść technologiczna pomiędzy jachtami polskimi a tymi z krajów zachodnich była ogromna.  Większość jachtów konkurentów była zbudowana tworzyw sztucznych. Pen Duick VI, jacht Erica Tabarly, jednego z faworytów regat, był zbudowany z aluminium z balastem z uranu.  Tymczasem polski Copernicus,  zaprojektowany i zbudowany specjalnie na te regaty, był jachtem drewnianym, a drugi polski jacht Otago – stalowym keczem zbudowanym w 1959 roku.

Z pierwszych regat Whitbread, w wyniku różnych awarii 5  jachtów się musiało wycofać z wyścigu, a aż trzech żeglarzy straciło życie w ich trakcie. Oba polskie jachty ukończyły regaty.  Copernicus na 11, a Otago, który w trakcie regat stracił bezanmaszt,  na 13 miejscu. Załoga jachtu Copernicus została doceniona przez organizatorów regat i otrzymała nagrodę za najlepszą pracę żeglarską w trakcie wyścigu.

Od tamtej edycji , polska załoga nigdy nie wystartowała więcej tych regatach.

Kilka lat później , w 1976 roku, jacht Otago, w trakcie rejsu na Spitsbergen zatonął u wybrzeży Wyspy Niedźwiedziej.  Jacht Copernicus, jest wciąż  własnością Jacht Klubu Stal w Gdyni i regularnie odbywa rejsy zatokowe i bałtyckie. Na zaproszenie organizatorów Volvo Ocean Race wziął udział w The Legend Race.

The Legend Race to specjalne wydarzenie towarzyszące głównym regatom  – zlot jachtów i towarzyski wyścig uczestników poprzednich edycji regat na liczącej ok. 460 mil morskich trasie do Hagi.  Start jachtów w The Legend Race odbywa  się tego samego dnia co start nowoczesnych maszyn regatowych Volvo Ocean Race. Jest to wielkie widowisko dla miłośników żeglarstwa.

 

keja jachtów uczestników The Legend Race

keja jachtów uczestników The Legend Race

jacht Copernicus z YK Stal z Gdyni

Przy honorowej kei „pływających legend” Copernicus stoi burta w burtę obok takich jednostek jak Rothmans ( The Whitbread Round the World Race 1989-90), chiński Green Dragon, Ericsson 4 (zwycięzca Volvo Ocean Race 2008-09), Telefónica Blue (uczestnik wyścigi w latach 2008/09, oraz 2011/2012), czterech jachtów  startujących  w edycji w latach 2001/02: Illbruck, SEB, Assa Abloy oraz  Amer Sports One, Neptune (brał udział w regatach Whitbread w roku 1977/78), Flyer (1981/82).

Keja jachtów uczestników The Legend Race. Obok Copernicusa jacht Rothmans uczestniczący w regatach Whitbread 1989/90.

80-stopowy Rothmans uczestniczący w regatach Whitbread 1989/90.

Na pokładzie Rothmansa.

Jacht Flyer uczestniczący w regatach Whitbread 1981/82.

Jacht Neptune uczestniczący w regatach Whitbread 1977-78

W załodze jachtu Copernicus w wyścigu do Hagi jest kpt. Bronisław Tarnacki, jeden z członków załogi  jachtu Copernicus, w trakcie pamiętnego wyścigu w latach 1973-74.  Poprosiliśmy kapitana o trochę wspomnień z regat w 1973 roku.

kpt. Bronisław Tarnacki, fot. Robert Hajduk

Jak do tego doszło,  że Copernicus i Otago wystartowały w tych regatach ?
Żeby o tym powiedzieć, trzeba mówić przede wszystkim o ludziach, którzy bardzo chcieli pływać w regatach. Zdzisław „Zyga” Perlicki (kapitan jachtu Copernicus w regatach Whitbread Round the World Race)  był już wtedy znanym i wytrawnym żeglarzem regatowym.  Duże doświadczenie żeglarskie  i serce do regat miał tez Zbyszek Pieńkawa (kapitan jachtu Otago). Byli doświadczeni, działali  w dużych i silnych klubach żeglarskich. Trzeba wspomnieć, że Jacht Klub Stal, (do którego należy Copernicus) w latach 70. był czołowym klubem regatowym w Polsce. W 1974 roku w naszym klubie było siedmiu mistrzostw Polski w różnych klasach żeglarskich. Udział w Whitbread nie wziął się znikąd. Obydwa jachty startujące w wyścigu, to były jachty z dużych stoczni. W stoczniach  zawsze było tak, że znakomity procent okrętowców to byli ludzie umoczeni po uszy w żeglarstwo. Na takim gruncie, udział w większej imprezie sportowej mógł wykiełkować bardzo szybko.  Było potrzebne dosłownie kilka miesięcy, żeby popłynąć. I popłynęliśmy.

Czy polskie jachty w trakcie bardziej ze sobą rywalizowały czy współpracowały ?
W żeglarstwie, zwłaszcza takim gdzie się płynie na własne ryzyko, i polega na własnej pracy, trudno mówić o współpracy, bo jeden drugiego przecież nie wesprze w dosłownym rozumieniu. Dobrym słowem, przyjaźnią tak. Ale jak gdzieś pod Hornem Otago zniknął, i przez dłuższy okres nie mógł się z nami skontaktować, to myśmy się rzecz jasna martwili. No ale co poza tym zmartwieniem można było zrobić ?

Czuliście, że bierzecie udział w wielkim wydarzeniu, rywalizowaliście z takimi żeglarzami jak Eric Tabarly, czy Chay Blyth ?
Oczywiście znaliśmy te nazwiska. Chay Blyth był dla mnie znany z żeglugi na jachcie British Soldier, a wcześniej jako ten, który przewiosłował Atlantyk . Dla mnie, żeglarza regatowego morskiego to było wielkie nazwisko. Tabarly był wtedy już bardzo znany. Zresztą nie tylko on. Na jachcie Adventure jednym z kapitanów był admirał Sir George  Vallings, znany potem z Sail Training Association. Nie byliśmy chyba za bardzo świadomi skali wydarzenia, w którym uczestniczymy.

Jak udział polskich jachtów w tych regatach wpłynął na polskie żeglarstwo ?
Pewną konsekwencją tego wyścigu był nasz udział w Admiral’s Cup w 1979 roku. Polskie jachty Hadar, Nauticus i Cetus wzięły udział w słynnym Fastnet Race. Na jachcie Hadar trzonem załogi byliśmy my, żeglarze z Copernicusa.  Impreza doszła do skutku na bazie tego co się działo pięć lat wcześniej. To było też wielkie przedsięwzięcie. Trzy nowe jachty, zbudowane od zera pojawiły się na dużej żeglarskiej imprezie.

Zdzisław Pieńkawa, kapitan drugiego polskiego jachtu w regatach Whitbread, jachtu Otago, tak pisze w swojej książce pt. „Żeglarski maraton”:  ”Prawda jest prosta: nie mamy dużych oceanicznych jachtów regatowych. Przyczyną ich braku są trudności wynikające przede wszystkim z wysokich kosztów, ograniczonego zaplecza techniczno-projektowego i braku doświadczenia w budowie dużych kadłubów ze stopów aluminium i komponentów plastycznych”.
To wszystko prawda. To były pierwsze takie regaty, nikt wcześniej nie wiedział jak powinny wyglądać  jachty do dużej konkurencji, która w końcu musiała się pojawić.  Ale idea uczestniczenia w tych regatach powstała w naszej głowie, i wykiełkowała piorunująco szybko.  W styczniu 1973 roku  nie było jeszcze jachtu, a w sierpniu płynęliśmy już na start do Anglii. Jest to niewiarygodne. Ja, 3 lipca wróciłem jachtem Lewanter z regat Kieler Voche. Przyjechałem do stoczni jachtowej na gdańskich Stogach. Gotowy był dopiero zestaw trzonowy nowego jachtu:  dziobnica, tylnica i wręgi ramowe. A już 25 sierpnia wypłynęliśmy do Anglii. Ja, Zyga Perlicki i Bogdan Bogdziński, siedzieliśmy w stoczni non stop, do domu nie wychodziliśmy wcale. Załoga pracowała na trzy zmiany, ludzi prawie zaczadzonych oparami lakierów i farb prawie wynosiliśmy z jachtu na rękach. I się udało.

Zdawaliście sobie sprawę, że Copernicus nie zajmie dobrego miejsca w tym wyścigu.
Tak, zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Był najmniejszą jednostką, jaka wg wymogów mogła być zgłoszona do regat. Naszą największą obawą było to, że się nie zmieścimy w czasie wystartowania do następnego etapu. Reguły były precyzyjnie określone. Po przypłynięciu połowy jachtów na metę odliczano 7 dni do startu następnego startu. Ale to nie było najważniejsze.  Ta grupa ludzi, żeglarzy z obydwu stoczni,  była bardzo w to zaangażowana. Można powiedzieć, że to były wielkie  indywidualności. I my chcieliśmy być  w tych pierwszych regatach.

Chciałby Pan popłynąć na takim jachcie jakie stoją obok Copernicusa ?
Tak, ale jako starszy pan siedzący sobie z tyłu , gdzieś za sternikiem. Żeglowanie na takich jachtach to już jest zabawa dla młodszych, takich  jak np. mój najstarszy syn Piotr, który pływa na szybkich jachtach i to z sukcesami.

Dziękuję za rozmowę.

załoga jachtu Copernicus

Copernicus na starcie The Legend Race. Goteborg, Szwecja, 21 czerwca 2018 r. W tle jachty uczestniczące w 13 edycji regat Volvo Ocean Race. fot. Robert Hajduk

Copernicus na starcie The Legend Race. Goteborg, Szwecja, 21 czerwca 2018 r. W tle jachty uczestniczące w 13 edycji regat Volvo Ocean Race. fot. Robert Hajduk

Copernicus na starcie The Legend Race. Goteborg, Szwecja, 21 czerwca 2018 r. W tle jachty uczestniczące w 13 edycji regat Volvo Ocean Race. fot. Robert Hajduk

Andrzej Minkiewicz, fot. Robert Hajduk

zdjęcie tytułowe fot. Robert Hajduk
pozostałe zdjęcia: Andrzej Minkiewicz
Goteborg, Szwecja
20 czerwca 2018 r.
Dziękuję firmie Volvo Car Poland za zorganizowanie wyjazdu do Szwecji.

Powiązane artykuły

Napisz odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Wymagane pola są zaznaczone *