Premiera filmu „Kapitan własnej duszy”

14 czerwca b.r w Auli Głównej Akademii Morskiej w Gdyni miała miejsce niezwykła uroczystość. Tzn. główna część tego dnia w Akademii nie była pewnie niczym niezwykłym dla stałych bywalców tych progów, po prostu bardzo uroczyście obchodzonym dorocznym Świętem Szkoły – 92-gą rocznicą jej powstania.

Zwykle takim okazjom towarzyszą rozdania nagród, podziękowania, przemówienia zasłużonych wykładowców, kwiaty, pomniki, itp… I tak właśnie było. Uroczyste posiedzenie Senatu uczelni, z udziałem pracowników, przedstawicieli władz. Dla mnie, który doświadczenia akademickiego w szkole morskiej nigdy nie miał, było to bardzo ciekawe doświadczenie. Na ścianie, za siedzącymi przedstawicielami władz uczelni olbrzymie zdjęcie Daru Młodzieży, na auli większość gości w mundurach marynarskich, szpaler studentów Akademii ze sztandarami. Dla kogoś nieobytego z takim ceremoniałem wrażenie niezwykłe.

Po części oficjalnej, która trochę długo trwała odbyły się dwa wydarzenia, znacznie ciekawsze. Pierwszym z nich było „wodowanie”, jak się w żargonie morskim nazywa uroczystą premierę i promocja książki Pana Henryka Spigarskiego „Morze jak chleb powszedni”. Jest to monografia poświęcona osobie profesora dr kpt. ż. w. Daniela Dudy.

Jeden z najbardziej zasłużonych kapitanów dla polskiego szkolnictwa morskiego, wieloletni rektor Wyższej Szkoły Morskiej a następnie Akademii Morskiej, był wraz z małżonką Gościem specjalnym tego tego dnia. Wygłosił płomienny i bardzo ciekawy wykład (tak ja odebrałem jego wystąpienie) o historii edukacji morskiej, o najważniejszych wydarzeniach dotyczących historii Polski na morzu.

Na zakończenie odbyła się premiera filmu dokumentalnego Michała Dąbrowskiego pt. „Karol Olgierd Borchardt. Kapitan własnej duszy”. I to był główny pretekst mego przyjazdu do Trójmiasta. Z reżyserem Michałem Dąbrowskim znałem się dotąd mejlowo. Wiedziałem, że jest twórcą filmów o tematyce żeglarskiej, na Festiwalu Jachtfilm w roku 1984 zdobył jedną z głównych nagród. Otrzymana parę miesięcy temu informacja, że film o autorze „Znaczy Kapitana” jest w trakcie końcowych prac i zaproszenie na premierę działały elektryzująco.  Z wielką nadzieją na obejrzenie unikatowych materiałów o tej postaci jechałem do Gdyni.

Zanim rolety zaciemniły oświetloną czerwcowym słońcem aulę Akademii, Michał Dąbrowski opowiedział o powstawaniu filmu. Brzmiało to wręcz niewiarygodnie, że będzie to premiera filmu, którego początki sięgały  1974 roku. Realizacja dokumentu rozpoczęła się  rozmowami  i opowieściami  o „początkach wszystkiego” nagrywanymi w domu  K. O. Borchardta i trwała z  różnych przyczyn aż do 2012 roku. Dopiero w ostatnich latach, dzięki wsparciu  Akademii Morskiej, została wznowiona praca nad filmem. Film poświęcony został zmarłemu w 2009 roku Krzysztofowi Kalukinowi, reżyserowi, operatorowi, który razem z Michałem Dąbrowskim go realizował.

Zgasły światła, rolety dopełniły ciemności. Na ekranie pojawiła się znana z okładek książek twarz, i zabrzmiał niski głos Karola Olgierda Borchardta. Jest to film o życiu pisarza marynisty, które zaczęło się w Moskwie, potem Paryż i Wilno, gdzie się wychowywał pod opieką matki. Jest to także historia powstania Polskiej Szkoły Morskiej w Tczewie, kształcącej oficerów nieistniejącej jeszcze polskiej floty handlowej. Borchardt opowiada jak z powodów zdrowotnych nie dostał się za pierwszym razem do szkoły w Tczewie, i dopiero rok później, za osobistym wstawiennictwem Generała Mariusza Zaruskiego został do niej przyjęty. Jest to także film o historii portu w Gdyni, o marzeniach o morskiej potędze kraju.

Snują się w filmie żarty i opowieści Kapitana o początkach „Polski na morzu”. O generale Zaruskim, o trwającej dość krótko w życiu Borchardta przygodzie z żaglowcem Dar Pomorza, o problemach z mieszkaniem i zakazem pływania jaki otrzymał po powrocie do Polski w 1949 roku. Poznajemy kobiety które kochał, słyszymy opowieści o relacjach między Borchardtem a komendantem Daru Pomorza Kpt. Jurkiewiczu.

Największy jednak ślad w duszy i głowie  młodego oficera marynarki wywarła osobowość kapitana Mamerta Stankiewicza i fascynacja jego osobą sięgająca jeszcze lat 20. i historii szkolnego barku Lwów. Transatlantyckie rejsy pod dowództwem „Znaczy kapitana” na M/s Piłsudski, i późniejsze zatonięcie statku  na początku wojny zostawiły największy ślad w świadomości Borchardta. Na grobie poległego wraz ze swoim statkiem Kapitana Stankiewicza w Hartpool, K. O. Borchardt obiecuje, że napisze o nim książkę. W materiale zostało wykorzystanych bardzo dużo unikalnych starych fotografii i ujęć filmowych. Autora „Znaczy kapitana”, „Szamana morskiego”, czy „Kolebki nawigatorów” wspominają m.in. Kpt. Daniel Duda, czy pisarz kapitan Tomasz Sobieszczański – Lobo.

Obejrzenie tego filmu w gronie ludzi morza, w takim miejscu jak aula Akademii Morskiej jeszcze bardziej potęgowało wrażenie obecności ducha Kapitana. Była to wielka przyjemność, u wielu osób film zakręcił łezkę w oku. Liczę na to że uda się film pokazać na Przeglądzie JachtFilm w listopadzie tego roku. Jest to bardzo dobry dokument, i każdy u kogo na półce stoi książka z marynarskim mankietem na okładce powinien go obejrzeć.

Na premierze filmu byli także Państwo Skłodowscy, armatorzy żaglowca nazwanego imieniem Kapitan Borchardt, którzy w podziękowaniu wręczyli Rektorowi Akademii Morskiej piękne zdjęcie żaglowca. Uroczystości zakończyło odsłonięcie popiersia Karola Olgierda Borchardta, którego imię nosi aula Akademii Morskiej w Gdyni.

Powiązane artykuły

Napisz odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Wymagane pola są zaznaczone *