Żeglarz Roku 2011

 Trochę czasu minęło od stycznia. Nawet sporo. I stało się tak, że chronologia wydarzeń w świecie, versus wpisy tu na blogu się trochę zatraciła. No cóż. Jest prawda czasu i prawda ekranu. Byłem na imprezie o której chciałem napisać, ale od razu nie mogłem się do tego zabrać. Z różnych powodów.

A teraz idzie lato i coraz trudniej będzie się zabrać za kończenie opisów wydarzeń w żeglarskim świecie, które się jakiś czas temu zadziały. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale jak chłopie się za to bierzesz (bloga) to pilnuj żeby wpisy nie były raz na rok. Poza tym mam jakieś poczucie obowiązku dzielenia się wrażeniami z miejsc i wydarzeń, w których miałem okazję uczestniczyć. No i tak właśnie było tym razem.

Kapitan Krzysztof Baranowski, mimo że nie związany obecnie z żadnym dużym medium żeglarskim nie daje o sobie zapomnieć. Zresztą czy to jest w tym przypadku możliwe? W siedzibie redakcji dziennika Rzeczpospolita odbyła się już druga gala konkursu organizowanego przez Kapitana Baranowskiego – Żeglarz Roku. Na rozdanie nagród zjechało się sporo osób z żeglarskiego świata.

Jedną z osób w Kapitule przyznającej nagrody była Natasza Caban. Po paru słowach wstępu, przedstawienia Kapituły, partnerów i sponsorów, odbyła się prezentacja osób nominowanych do nagrody Żeglarz Roku.

Edward Zając, za swoje morskie rejsy na maleńkim jachcie „Holly”. Jak sam powiedział, rejsów było dużo, ale jeszcze nie wypłynął poza Bałtyk. Wygląda na to że udział w regatach Jester Challenge będzie dużym skokiem dla jachtu i żeglarza.

Radek Kowalczyk, jeden z żeglarzy, którzy wykazują tak wielkie samozaparcie dla realizacji żeglarskich planów, że można tylko patrzeć z podziwem i zazdrościć. Udział w Mini Transat to wydarzenie, w którym dawno nie było udziału Polaka. 6 lat wyrzeczeń i przygotowań, udział w regatach. Fakt, że był jednym z żeglarzy zamykających stawkę regat, nie ma żadnego znaczenia. Upór i konsekwencja zostają w środowisku zauważone. Zresztą, wszyscy nominowani to właśnie tacy ludzie i żeglarze.

Jednak osobą, która wywarła na mnie największe wrażenie był Pan Henryk Widera. Informacje o nim, jego Tangu Family o nazwie „Gawot” i ich wspólnych rejsach pojawiały się wielokrotnie w serwisie Don Jorge. Na scenie obok Kpt. Krzysztofa Baranowskiego i Kpt. Ziemowita Barańskiego, pojawił się drobny, 80-letni człowiek. Uśmiechnięty, ale mocno zestresowany. Emeryt, wcześniej koncertmistrz Filharmonii Szczecińskiej. Opowiedział o swoim pływaniu Tangiem przez Rosję, o przygodach z prezydentem Putinem, rosyjskimi żeglarzami i polską dyplomacją. Namawiany przez gospodarzy wieczoru obiecał, że pojawi się jeszcze na scenie…

I chwilę później się pojawił. Z małymi, wiekowymi jak on sam drewnianymi skrzypkami. Zestresowany jeszcze bardziej, niż gdy odbierał statuetkę za nominację do nagrody. Skrzypce nie stroiły, a on sam miał drący głos, gdy zapowiadał utwory które będzie grał dla zebranych osób. Pamiętam, że było coś z Bacha, chyba też Beethovena. Jednej z osób na sali dał swoją kamerę video, by nagrać jego mini koncert. Filmował nią wszystkie swoje rejsy, przygody pod żaglami i w portach. Jak potem powiedział, otrzymał ją w prezencie od miejscowych żeglarzy, gdy stał w którymś z rosyjskich portów. Gdy grał, śmiały mu się oczy…

Nagrodę specjalną od Kapituły otrzymał także Pan Piotr Kulczycki. Żeglarz i biznesmen. Armator żaglowca Fryderyk Chopin, którego odkupił od poprzedniego właściciela, gdy statek stał w angielskim porcie po wypadku z masztami. Odbudowuje także dwa jachty typu Opal: Polonię i Wielkopolskę.

Podczas wieczoru odbyła się jeszcze jedna ciekawa prezentacja. Kapitan Baranowski przedstawił model nowego żaglowca Fryderyk Chopin II, który będzie budowany. Niestety jakoś mi umknęła cała historia, kto dokładnie, gdzie i kiedy buduje. Zdążyłem załapać tylko hasło „apartamenty pod żaglami”. Po 24 kwietnia będzie wiadomo więcej o całym projekcie, to napiszę. Poniżej kilka zdjęć tego modelu jakże ładnego żaglowca.

Znany i lubiany gospodarz zwykle jest gwarantem udanego wieczoru. Kapitan Baranowski potrafi zadbać o atmosferę. Dopisali goście, przybyli wszyscy nominowani, co w przypadku szczególnie Zbyszka Gutkowskiego pewnie nie jest takie łatwe, było dobre wino i jedzenie. Ja byłem szczególnie rad z możliwości poznania i porozmawiania z Henrykiem Widerą. Doświadczony żeglarz, który swoją małą łódką pływa nie dla nagród, ale dla radości jaką daje poznawanie ludzi i miejsc. Muzyk, który biorąc do ręki skrzypki równie wytarte jak swoje spodnie, po kilku dźwiękach miał śmiejące się do wszystkich oczy. Człowiek, który po kilku minutach rozmowy całkowicie mnie zauroczył swoją prostotą bycia i życia, cieszenia się z rzeczy małych. Do dziś mam przed oczami obraz, gdy z wielkim pietyzmem i ostrożnością zwijał w jakąś szmatkę szklaną statuetkę a potem ją chował do kartonowego pudełka. Pewnie stoi w jego domu na eksponowanym miejscu…

Powiązane artykuły

Napisz odpowiedź

Twój adres e-mail nie będzie widoczny. Wymagane pola są zaznaczone *